piątek, 8 czerwca 2012

27. Część 1.


  
~Victoria~

Otworzyłam powoli oczy, czując pod poduszką wibracje mojego telefonu. Nadszedł czas. Dzisiaj opuszczając ten dom prawdopodobnie nigdy tu nie wrócę. Nadal to do mnie nie docierało.
Przekręciłam głowę na bok, żeby ujrzeć mojego śpiącego anioła. Miał taki spokojny i szczęśliwy wyraz twarzy… Uśmiechał się słodko przez sen.

Jego uśmiech sprawił, że w mojej głowie pojawiły się wspomnienia wczorajszego wieczoru. Głośny, szczery śmiech podszyty wszechobecną, osobliwą obawą i rozpaczą. Tęskne spojrzenia Liama rzucane w moim kierunku. Wygłupy Louisa, w których brakowało prawdziwej radości; wiedział, że niedługo odejdę. Słodkie uśmiechy Harry’ego, którymi obdarzał mnie przez cały wieczór. Pełne współczucia spojrzenia Zayna, które dawały mi siłę. Pocałunki z Niallem, czułość z jaką mnie traktował... Tak, ostatni wieczór z One Direction będę wspominała przez te wszystkie puste dni, które mają nadejść. Dobrze, ze Zayn nadal ze mną będzie. Bez niego bym nie przetrwała.

- Victoria – usłyszałam swoje imię, wypowiadane głosem od którego na moich plecach pojawiały się ciarki. Zastygłam w bezruchu. Czyżbym właśnie straciła szansę na ucieczkę? Przyjrzałam się uważnie twarzy chłopaka. Miał przyspieszony oddech, jednak nic nie wskazywało na to, że się obudził. Odetchnęłam z ulga, ale jego kolejne słowa znowu mnie zmroziły. – Nie odchodź – wymamrotał. –Kocham Cię.

Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Odetchnęłam głęboko, próbują uspokoić rozszalałe emocje. Nie mogłam się teraz wycofać. Przecież robiłam to dla jego dobra.

- Przepraszam –szepnęłam. Nie mogąc się powstrzymać musnęłam swoimi wargami miękkie usta ukochanego. Ten ostatni raz. – Ja też Cię kocham.

Nie odwracając się za siebie szybko wstałam i wciągnęłam przez głowę bluzę Nialla. Zaciągnęłam się jego zapachem, jak narkomanka kolejną działką. Chciałam mieć coś co pachniałoby nim, co zaspokajałoby chociaż trochę tęsknotę, która miała nadejść. W zamian zostawiłam mu mój sweter. Znając Nialla będzie mi za to wdzięczny. Co ta miłość robi z ludźmi. Znowu na niego spojrzałam. Nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności. Kochany romantyk. Szkoda, że już nie mój. Powstrzymałam się przed kolejnym pocałunkiem. Wiedziałam, że jeśli to zrobię to nie dam rady odejść. Już zaczynałam za nim tęsknić. Nie wiem jak bez niego przetrwam.

Podeszłam cicho do drzwi, przy których stała moja ulubiona, płócienna torba. Wyjęłam z niej pięć białych kopert, po jednej dla każdego. Położyłam je na biurku, obok telefonu Nialla. Chciałam mieć pewność, że je zauważą.

Ruszyłam w kierunku drzwi z zamiarem opuszczenia pomieszczenia, jednak nie mogłam zmusić się do przekroczenia progu. Nagle dopadły mnie wszystkie wątpliwości, które sprawiły, ze przestałam wierzyć w słuszność własnej decyzji. A co jeśli właśnie popełniałam największy błąd mojego życia? Co jeśli tylko niepotrzebnie ich raniłam? Ostatni raz spojrzałam na twarz Nialla.

- Żegnaj – wyszeptała i ze łzami w oczach zbiegłam po schodach. Trzaskając drzwiami opuściłam dom One Direction. Łzy przysłoniły mi wszystko, nie wiedziałam gdzie biegnę. Już nie było odwrotu.




~Niall~

Otworzyłem oczy z nadzieją ujrzenia obok siebie ukochanej. Rozczarowałem się widząc jedynie pustą poduszkę. Usłyszałem trzask zamykanych w pośpiechu drzwi. Tylko nie to. Nie wyszłaby bez pożegnania, gdyby nie miała ku temu ważnego powodu. A coś mi mówiło, że nie spodoba mi się motyw jej postępowania.

Wstałem powoli, przeciągając się. Na krześle przy biurku dostrzegłem czerwony sweterek, który Torie miała wczoraj na sobie. Podniosłem go i zaciągnąłem się jej słodkim zapachem, od którego się uzależniłem.

Na biurku obok telefonu spostrzegłem kilka białych kopert. Na tej, która leżała na wierzchu napisane było moje imię. Po moim policzku spłynęła samotna łza. Domyślałem się co znajdę w środku.

Ciężkim krokiem podszedłem do łóżka i siadając na nim rozerwałem białą kopertę. Powoli wczytałem się w słowa listu…

   Niall.
  Przepraszam, że nie pożegnałam się z Tobą tak jak powinnam, że nie powiedziałam Ci, iż odchodzę, ale po prostu zabrakło mi siły. Wiem również, że byłbyś w stanie przekonać mnie do zmiany decyzji, a na to nie mogłam pozwolić.
Tak będzie lepiej, uwierz. ‘Forgive me, first love, but I’m tired. I need to get away, to feel again. Try to understand why.’
 
Nie chciałam Cię skrzywdzić. Boże, nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo boli mnie każdy cios, który Ci zadałam. Muszę odejść. Mimo, że tak bardzo chciałabym zostać…  Niestety życia nie pokolorował Disney, a ja nie czekam na szczęśliwe zakończenie. Może moje serce nadal ma nadzieję na happy end, a dopóki żyję, zawsze będę naiwnie podsycała tę wiarę, ale nasza bajka najwyraźniej nie skończy się szczęśliwie. A to wszystko przeze mnie. Przepraszam.
  Wiesz, do naszej sytuacji idealnie pasuje piosenka A Fine Frezny „You picked me up”.
‘ I was like a shell upon a beach, just another pretty piece. I was difficult to see but you picked me up’ . Tak, zdobyłeś mnie, mimo cierni, które mnie otaczały. Sprawiłeś, że Ci zaufałam, że Cię pokochałam. Żałuję, że w efekcie tylko Cię zraniłam. Mam nadzieję, że mi kiedyś wybaczysz.
  Dziękuję Ci. Dziękuję za cudowną piosenkę, którą napisałeś specjalnie dla mnie. Dziękuję za to, że odważyłeś się mnie pokochać. Dziękuję za wszystkie wspólne chwile, których nigdy nie zapomnę. W momencie, gdy Ty dałeś mi tak dużo, ja ofiarowałam Ci tak niewiele… Bo niby co otrzymałeś w zamian? Serce dziewczyny prześladowanej przez przeszłość, którym musiałeś dzielić się ze swoim przyjacielem? Zniszczenie atmosfery w zespole? Blizny na sercu, które już zawsze będą Ci o mnie przypominały? Przepraszam, że nie mogłam dać Ci więcej i dziękuję, że nie żądałeś niczego, czego nie mogłam Ci ofiarować.
  Nie wiem jak sobie bez Ciebie poradzę. Może nie wytrzymam i wrócę? Jeśli tak się stanie, a Twoje serce będzie wtedy należało do innej, to uszanuję to. Nie będę się narzucała, nie będę uprzykrzała Ci życia. Ale mam nadzieję, że wtedy będziesz chociaż przyjacielem, bo bez Ciebie nie ma mnie. Wierzę, że w końcu nasze ścieżki znowu staną się zbieżne, a wtedy to Ty zadecydujesz czy należy mi się druga szansa.
  Będzie mi Was strasznie brakowało i nie wiem czy się po tym wszystkim pozbieram. Może kiedyś spotkasz ruinę dziewczyny, którą kiedyś poznałeś? Może wtedy los będzie dla nas bardziej łaskawy? Bo ja wierzę, że ruina to tylko droga do transformacji. Może mnie zmienisz, uratujesz przed samą sobą? Może ponownie nauczysz mnie jak żyć?
  Jeszcze jedno. Mimo, że nie będziemy razem, to zawsze będziemy bratnimi duszami.  Nasza miłość nie umrze, dopóki nasze serca będą bić. W trudnych momentach po prostu spójrz nocą w rozgwieżdżone niebo i pomyśl o mnie. Nieboskłon wszędzie jest ten sam. Gwiazdy będą naszym połączeniem, to z nich możemy czerpać siłę. Tylko to nam pozostało. Pamiętaj, że księżyc mimo iż zanika to i tak zawsze wraca do swej pełnej formy. Wierzę, że z nami będzie tak samo. Wierzę, że pozbieramy się po rozstaniu, a kiedyś, być może za kilkadziesiąt lat, znowu będziemy razem. Nigdy nie pogodzę się z myślą, że nasza historia, która miała trwać wiecznie, skończyła się w ten sposób. To po prostu niemożliwe.
  I’ll be lost without you until the last of days
 Kocham się całym moim poranionym, niewielkim serduszkiem, które bije tylko i wyłącznie dla Ciebie. Jeszcze raz przepraszam za wszystko.
  Torie.
  PS. Błagam, nie obwiniaj o nic Liama, to nie jego wina. Jesteście przyjaciółmi, nie pozwól, żeby ktoś taki jak ja zniszczył Wasze relacje. Nie jestem tego warta. To nie jego wina, że się w nim zakochałam. Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu, musimy je po prostu zaakceptować, a po ciosach, które nam zadają, musimy podnieść się jak małe dzieci. Bo nikogo nie obchodzi to, że nasz świat się skończył. Nie rób żadnych głupstw. Nie ze względu na mnie. Proszę Cię tylko o to. Zrób to dla mnie. Pamiętaj, że zawsze będę Cię kochała.

Opuszkami palców delikatnie przebiegłem po linijkach tekstu. Na papier co jakiś czas skapywały moje łzy. Co czułem? Nic. Pustka pożerająca serce. Ona odeszła zabierając ze sobą cząstkę mnie. Palcem subtelnie dotknąłem miejsca, w którym moja świeża łza zmieszała się z jej zaschniętą. Nadal nie mogłem uwierzyć, że już jej nie ma. Ale nie mogłem też sprawić, że wróci.

~Liam~

Leżałem na łóżku, wpatrując się w białą kopertę z moim imieniem, która trzymałem w dłoniach. Kilka ostatnich godzin wpatrywałem się w nią bezsensownie, zwlekają z otwarciem listu. Wiedziałem, że Torie odeszła, bałem się tylko w jaki sposób się ze mną pożegnała. Chłopacy, którzy już otworzyli swoje koperty, zareagowali różnie. Harry patrzył tępo w ścianę, siedząc na kanapie w salonie. Louis płakał wtulony w Zayna, który jako jedyny zachował zimną krew. Mulat zawsze potrafił tłumić w sobie uczucia. A Niall? Blondyn zamknął się w swoim pokoju, a jedynym dźwiękiem, który stamtąd docierał było brzdąkanie gitary. Horan zawsze w trudnych momentach zatracał się w muzyce.

Drżącym palcami rozerwałem kopertę, z której wypadła zapisana karta. Zacząłem czytać:

  Liam,
  Jak już chyba się domyśliłeś ten list jest moim pożegnaniem.
  Nie wiem co powinnam tu napisać. Nie istnieją słowa mogące opisać moje uczucia. Sama nie wiem co tak właściwie czuję. Wiem tylko, że musze odejść.  Nasza znajomość była błędnym kołem, które można przerwać jedynie poprzez rozstanie.
  Przepraszam Cię za wszystkie blizny, które z mojej winy powstały w twoim dobrym sercu. Naprawdę nie chciałam Cię ranić, ale czasami jesteśmy jak w pułapce bez wyjścia: każdym ruchem ranimy tych, których kochamy.
  Tak, kocham Cię. Wiem, że nigdy Ci tego nie powiedziałam, ale wydawało mi się, że tak będzie lepiej. Nadal tak myślę, ale zasługujesz na to, żeby znać prawdę. Oboje na to zasługujemy.  Proszę, zrozum, Niall jest całym moim światem i nie mogłam go ranić. Nie w ten sposób. Wiem, że brzmię żałośnie, tym bardziej, że ranię go odchodząc,  ale taka jest prawda. Kocham Was obu i dlatego muszę zniknąć. Nie zniosłabym cierpienia żadnego z Was.
Może po prostu uciekam przed bólem?
 “ There’s nothing left I used to cry, my conversation has run dry.
That’s what’s goin’ on.  Nothing’s fine, I’m torn.” Zawsze uwielbiałam te momenty, w których jakaś piosenka idealnie pasowała do mojej sytuacji, ale nie teraz. Nienawidzę tego. Tak, jestem rozdarta i powoli brakuje mi łez, które zdołałyby wymazać ból i nie chcę słuchać jak Wy o tym śpiewacie. To tak niewyobrażalnie boli… Ale niedługo Wasza muzyka będzie jedyną rzeczą, która będzie dawała mi złudną nadzieję, że o mnie pamiętacie. Ta nadzieja będzie trzymała mnie przy zdrowych zmysłach.
  Wiesz… Kiedyś o mnie zapomnisz, tak jak zapomina się  o smaku wczorajszej kawy. Zapomnisz o morzu bólu, na którym pływały nieliczne tratwy szczęścia. Zapomnisz o tym jak przyspieszał oddech, jak serce gubiło swój rytm. Zapomnisz o pojedynczych słowach, gestach, momentach… Wszystko uleci z Ciebie tak jak życie ulatuje z człowieka umierającego. Nadejdzie oczyszczenie i spokój. Kiedyś zapomnisz jak smakowało moje imię. Wtedy oddasz swoje serce w depozyt komuś innemu, komuś lepszemu. Szczęście wypełni Cię całego, a wspomnienia związane ze mną zostaną zatarte, jak inicjały wyryte kluczem na parkowej ławce. Życzę Ci tego, wiesz? Mam nadzieję, że w końcu odnajdziesz szczęście, które zręcznie zszyje niezabliźnione rany w twoim sercu, pamiątki po naszej znajomości. Pragnę, żebyś był szczęśliwy.
  Goodbye my almost lover.
  Torie.

Łzy zalewały moją twarz, ale nie miałem siły na ich otarcie. To był chyba najgorszy moment w moim życiu. Ból rozrywał moje serce, a w mojej głowie panował chaos. Wiedziałem, że już nic nie będzie takie jak przedtem. Wiedziałem, że ja już nigdy nie będę taki sam. Coś we mnie umarło.


********************************************************


Postanowiłam podzielić ten rozdział na dwie części, bo wyszedł strasznie długi. Ale jestem z niego zadowolona. Mam nadzieję, że Wam też się podoba.
Kiedy pojawi się druga część? To zależy tylko i wyłącznie od Was. Wtedy, kiedy będzie przynajmniej 15 komentarzy. 
Dobra, nie rozpisuję, się. Powiem tylko, że pod epilogiem, który wstawię niedługo po drugiej częsci tego rozdziału, czeka na Was niespodzianka. Ale o tym później.
Pozdrawiam xxxxx
+ Jak chcecie pogadać, czy whatever, moje gg: 13700054 ;p


17 komentarze:

Gabi pisze...

Moja droga Wiki zdradź mi sekret, jak się osiąga taki geniusz i talent? Uwielbiam ten rozdział, mimo że jest taki przygnębiający. Szczególnie ostatni akapit w liście Liama wzrusza i zachwyca jednocześnie. Nie będę się rozpisywała, bo znasz moje zdanie na ten temat. I już nie mogę się doczekać kolejnego postu (nieważne, że go już widziałam :p) ^.^

Wąsik :p pisze...

Niesamowity rozdział, aż się popłakałam :p Dodatkowo te piosenki tak wprowadzają w nastrój :) Czekam na 2 część rozdziału.
+ Zapraszam do siebie na 18 i 19 :)
http://ihearthebeatmyheart.blogspot.com/

pam. ♥♥ pisze...

rozdział przepiękny, aż się popłakałam. ; <<
w głębi serca mam nadzieję, że Torie wróci do chłopaków i będzie szczęśliwie żyła z Niall'em , a Liam się z tym pogodzi.
czekam na kolejną część tego rozdziału i pozdrawiam. ♥♥

Van pisze...

Strasznie smutny :< Nigdy nie mam w zwyczaju płakać na rozdziałach, ale ten mnie cholernie wzruszył, nie uroniłam łez, ale wiem, że z pewnością gdybym włączyła jakąś smutną piosenkę zatonęłabym w potoku łez.

Z jednej strony rozumiem Vick, ale z drugiej nie. Kocha ich obu i nie wie jak z tego całego chaosu uczuć uciec i jedyne co przychodzi jej do głowy to ucieczka, ale to nie jest dobre rozwiązanie tylko po prostu zostawianie problemów, które nie znikną tylko będą w nas siedzieć.

Ona była dla chłopców bardzo ważna i nie da się ukryć raniąc siebie zraniła także i ich. Nie mam pojęcia jak oni sobie z tym wszystkim poradzą, ale z pewnością nie przyjdzie im to łatwo.

A Vick w sumie podejmując decyzje o tym aby odejsć z jednej strony jest cholernie odważna bo nie każdy miałby odwagę rozstać się ze swoją miłością po to aby jak ona myśli pozwolić im na naprawę zerwanych więzi - by Liam i Niall sobie wybaczyli. To na pewno będzie trudne, ale jak to mówią wspólna tragedia łączy ludzi.

Nie mam zielonego pojęcia jak to dalej wszytko się potoczy, wiem jedno, ze nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału wiec dodawaj go szybko !!

Ubolewam nad tym, że chcesz dodać epilog i nas opuścić - szczerze już tęsknie.

second-chance-to-life.blogspot.com
van-ill-op.blogspot.com

Van pisze...

A i zapomniałam dodać, świetna zmiana na blogu ! Podoba mi się ;)

klaudzia124 pisze...

Przez ciebie się popłakałam.
Dlaczego kończysz tego bloga?
Może zaczniesz część drugą(chciałabym)?
Czekam na następny <3

Viper ;* pisze...

Bosh, jakie to smutne... Takie prawdziwe, życiowe. Torie odchodzi, zostawiając chłopaków samym sobie. Chce, aby o niej zapomnieli, ale wszyscy wiemy, że tak się nie stanie. Smutna prawda. Masz ogromny talent, Vick! Zazdroszczę Ci tego, jak potrafisz dobrać słowa i idealnie skomponować je z innymi, tworząc takie arcydzieło. <33 Nie wiem, co masz zamiar zrobić dalej, ale w głębi duszy mam tą nadzieję, iż chłopakom uda się powstrzymać Torie od tej decyzji. Że ją znajdą i wszystko będzie dobrze. Tak wiem, to głupie pokładać nadzieję w czymś, czego nie jest się pewnym. Mam nadzieję, że kolejna część pojawi się szybko. ;* Życzę Ci Kochana weny. ♥ Świetna zmiana na blogu. ;***

A. pisze...

Płaczę przez Ciebie. :(

♥♥♥ Cała ja! ♥♥♥ pisze...

Niesamowite!
Kocham twój blog, jestem twoją fanką :)) ♥
Jestem fanką 1D
+OBSERWUJE (MAM NADZIEJE ŻE RÓWNIEŻ ZACZNIESZ MNIE OBSERWOWAĆ)
ZAPRASZAM I LICZĘ NA KOMENTARZ: http://book-z-nami.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

To jest wyciskacz łez ;(
Piękne , brak mi słów ...
Ja chcę już 2 część i coś czuję że będę płakać jeszcze bardziej ;(
Kocham tego bloga
Pozdrawiam,
M.

szczęściara pisze...

boże ...pięknie wszystko
to napisałaś ..
noemalnie same łzy :((
zajebiste !!
czekam na nexta i zapraszam do siebie :D

Alexa. pisze...

kurdee , brak mi słów normalnie ... cudowny rozdział , wyszedł po prostu niesamowicie :D masz naprawdę wieeeeki talent do pisania a ten blog to dowód :) rozdział strasznie smutny, Toire jednak ich opuściła to na pewno była ciężka decyzja. Mam nadzieję że wszystko skończy się happy endem :) czekam na drugą część :) Kochaam Cię <3 !!!

killer smile pisze...

fajnee :D
Dodaje do obserwowanych :)
A na moim blogu kolejny rodział, zapraszam do siebie -> http://lookingforlifewithoutemotions.blogspot.com

Panna spragniona marchewek. pisze...

Ale ten blog jest super :*
Zapraszam również do mnie
http://zawsze-there-gdzie-you.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

OJEJ aż się popłakałam!;( kiedy następny rozdział ??nie mogę się już doczekać;D

Bella. ☻ pisze...

Świetny blog! Świetyny roździał!
Oby tak dalej:)

Zapraszam do mnie!
http://it-s-gotta-be-you.blogspot.com/2012/06/bohaterowie.html

nemezis pisze...

jejku... omalo sie nie poplakalam Niall jest slodki i... o matko nie wiem co powiedzieć masz niezaprzeczalny talent nie zmarnuj go! Juz jestem twoja fanka! Zapraszam do siebie i licze na koment.
book-z-nami.blogspot.com

Prześlij komentarz

About Me

Moje zdjęcie
Vick
Kocham pisać. Pisząc, czuję się w jakiś sposób spełniona. Takie same odczucia towarzyszą mi gdy rysuję. Ogólnie to jestem realistką, jedynie tworząc potrafię oderwać się od szarej rzeczywistości. Zawsze twardo trzymam się swoich poglądów, nie lubię podporządkowywać się innym. Jestem trochę zwariowana, ale to chyba normalne u nastolatek. Gdy coś sobie postanowię nieustępliwe dążę do wyznaczonego celu, zamieniam cię w perfekcjonistkę. Moje motto: "życie nie nie polega na szukaniu, tylko na kreowaniu samego siebie". We wszystkim co robię trzymam się tej zasady, bo nikt za mnie życia nie przeżyje, a tyko ja wiem co jest dla mnie najlepsze.
Wyświetl mój pełny profil

Czytam i polecam!

Obsługiwane przez usługę Blogger.