wtorek, 8 maja 2012

24. Początek końca.


~Torie~

Powoli odzyskiwałam przytomność. Gdzie ja jestem? Chciałam otworzyć oczy, ale wymagało to użycia zbyt wielu siły, której aktualnie nie posiadałam. Powieki zanadto mi ciążyły. Zamiast tego spróbowałam więc wyłapać inne bodźce zewnętrzne. Strasznie tu śmierdziało, jak u dentysty. I nagle sobie przypomniałam. Spacer z Liamem. Pocałunek. Rozmowa. Chęć ucieczki. Uderzenie. Ciemność. Wygląda na to, że znajduję się w szpitalu. Ciekawe jak długo już tu jestem…
Koło siebie usłyszałam jakiś ruch.
- Liam? – zapytałam z nadzieją w głosie. Chciałam, żeby to był on. Musiałam z nim porozmawiać. Teraz, zaraz. Przecież ja go zraniłam. A nie chciałam. Muszę mu powiedzieć, że mimo, iż kocham Nialla…
Moje chaotyczne rozmyślania przerwał trzask drzwi. Ktoś mocno ścisnął moją rękę. Zmuszając się do nadludzkiego niemal wysiłku powoli uchyliłam powieki.
Wokół mnie na krzesłach siedzieli Zayn, Louis, Harry i Liam. Ten ostatni trzymał moją delikatną dłoń w swojej. Ten gest dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Kogoś brakowało. Kogoś kogo tak bardzo pragnęłam zobaczyć.
- Gdzie jest Niall? – wychrypiałam cicho. Chłopacy wymienili porozumiewawcze spojrzenia i spojrzeli na mnie z troską. Tylko Liam cały czas patrzył mi w oczy. I nagle przyszło zrozumienie: Niall tu był, kiedy zawołałam brązowookiego. – O mój boże, co ja zrobiłam… - głos mi się załamał, a po moich policzkach popłynęły łzy.
- Nie martw się. Przejdzie mu – pocieszył mnie Zayn siadając na brzegu mojego szpitalnego łóżka.
- Nic nie rozumiesz – wymamrotałam. – Czy ja zawsze muszę ranić ludzi, których kocham? Zawsze tak jest. Zawsze wszystko psuję – powiedziałam i rozszlochałam się na dobre wtulając się w mulata. Nie miałam już siły. Potrzebowałam po prostu przyjaciela. A on nim był.

~Zayn~

- Liam, może poszlibyście poszukać Nialla? – zapytałem, patrząc wymownie na przyjaciela. Chyba zrozumiał aluzję, bo niechętnie puścił rękę Torie i skierował się do drzwi, ciągnąc za sobą chłopaków.
Wyszli, a ja jeszcze mocniej przytuliłem do siebie Victorię. Cierpiała, a mi się to wcale nie podobało. Jest moją przyjaciółką, więc jej ból jest też moim bólem. Nie chciałem pocieszać jej pustymi słowami, bo nie wiedziałem jak Niall się zachowa. On ją naprawdę kocha, a fakt, że wypowiedziała imię Liama zaraz po przebudzeniu dość mocno go zranił.
- Kochasz go? – zapytałem po prostu.
- Kogo? – spytała niepewnie, przestając szlochać.
- Nialla – powiedziałem. Byłem prawie pewien, że jej odpowiedź będzie twierdząca. Widziałem jak na siebie patrzyli, jak wymieniali porozumiewawcze spojrzenia.
- Oczywiście, że tak. Gdybym go nie kochała, to bym z nim nie była. Dlaczego pytasz? – zdziwiła się. Zignorowałem jej pytanie i drążyłem dalej.
- A co z Liamem?
- Ja… nie wiem. Naprawdę. Jeszcze niedawno powiedziałbym, że jest moim przyjacielem, ale.. – zawahała się, niepewna czy może wyznać mi prawdę.
- Ale pocałunek wszystko zmienił, prawda?
Moje słowa nią wstrząsnęły. Spojrzała mi prosto w oczy, a po jej policzkach znowu spłynęły gorzkie łzy.
- Skąd Ty o tym wiesz? – zapytała zszokowana.
- Liam mi powiedział. Torie… on naprawdę Cię kocha. I myślę, że Ty też go kochasz.
Między nami zapadła cisza. Widać było, że dziewczyna powoli przetrawia to co powiedziałem i zastanawia się nad odpowiedzią.
- Ale Nialla też kocham – wyszeptała tylko i znowu się we mnie wtuliła. – Zayn, ja nie wiem co mam robić. Jestem z Niallem, ale nie chcę ranić Liama. Może po prostu powinna zniknąć z waszego życia? – powiedziała niepewnie.
Jej słowa zmroziły mi krew z żyłach. Jak to: zniknąć? W tak krótkim czasie już stała się częścią naszej rzeczywistości. Bez niej to już nie byłoby to samo. A poza tym… nie chciałem tracić przyjaciółki.
- Wtedy zranisz nie tylko ich, ale i nas – powiedziałem tylko, a po chwili dodałem  z uśmiechem na ustach– Tak łatwo się nas nie pozbędziesz, jesteś nasza.
Na ustach Torie wykwitł blady uśmiech. Chyba przypomniała sobie ostatnią naszą rozmowę na ten temat. Wtedy to ona nie chciała, żebyśmy my odchodzili. Teraz to ja się bałem, że ją stracimy.
Nagle drzwi od sali Vick skrzypnęły cicho, jakby ktoś za mocno się o nie oparł. 
- Nie ruszaj się. Myślę, że któremuś z naszych przyjaciół zebrało się na podsłuchiwanie – wyszeptałem jej na ucho i na palcach ruszyłem do drzwi. Nadusiłem klamkę, a do pomieszczenia z impetem wpadł nie kto inny jak Louis.

~Lou~

Ktoś otworzył drzwi, a ja wylądowałem na podłodze w sali Torie. Spojrzałem w górę. Zayn stał nade mną z groźną miną.
- Cześć – wyjąkałem, a on tylko uniósł do góry jedną brew. – Tylko mnie nie bij! – krzyknąłem i podbiegłem do łóżka dziewczyny, na której ustach pojawił się słaby uśmiech.  – Ha! Nie możesz mi nic zrobić, bo dzięki mnie Vick się uśmiecha –ucieszyłem się, pokazując Zaynowi język.
- Powiedzmy, ze tym razem Ci się upiecze – powiedział Malik przewracając oczami. – Po co podsłuchiwałeś?
- Och, a co miałem robić? Patrzeć na Liama, który stoi przed budynkiem i na zmianę to uśmiecha się, to robi sobie wyrzuty? A może na Harry’ego, który próbuje przemówić Niallowi do rozsądku? Boże, oni mają same problemy! – wyżaliłem się im.
No naprawdę, już nikt mnie nie rozumie. Zresztą... Szkoda mi ich. I tu wcale nie chodzi o mnie. Żal mi Torie, Nialla i Liama. Bo oboje ją kochają, a ona…on kocha ich obu. To widać. I to jest takie… przykre. Co ta miłość robi z ludźmi… Już lepiej jak jej w ogóle nie ma. Wtedy jest miło i przyjemnie. Ale… może osoba, która nigdy tak naprawdę nie poznała miłości nie powinna się na ten temat wypowiadać.
- Tomlinson, czy Ty prowadzisz jakiś wewnętrzny monolog, czy mi się tylko wydaje? – zapytał Zayn, wgapiając się we mnie ze zdziwioną miną. Spojrzałem na Vick. Ona też patrzyła na mnie jak na wariata.
- Skąd takie wnioski, milordzie Malik? – zapytałem tylko.
- Wiesz, miałeś dziwnie skupioną minę, a do tego kręciłeś głową. To takie trochę niecodzienne zachowanie, nawet ja na Ciebie – wyjaśnił mulat, lekko się uśmiechając.
Chciałem już coś odpowiedzieć, ale przerwała mi Torie.
- Dziękuję – wyszeptała tylko.
- Za co? – zadziwiłem się. Nie miałem pojęcia o co jej chodzi.
- Za to, że jesteś, że byłeś. Za to jaki jesteś. Za to, ze nikogo nie udajesz. Za to, że dzięki Tobie wszystko nabiera barw. Za to, że potrafisz mnie rozbawić nawet wtedy, kiedy pęka mi serce. Za wszystko – wyjaśniła, a w jej pięknych oczach zalśniły łzy.
Nie wiedziałem co powiedzieć. Po co mi to mówi? O co tu chodzi? To brzmiało jak… pożegnanie. Ale ona przecież się nigdzie nie wybierała. Prawda?
I nagle do mnie dotarło. Odchodzi. Zostawia nas. Może jeszcze nie teraz, ale zrobi to. Widziałem to w jej spojrzeniu. Podjęła decyzję.
- Dlaczego? – zapytałem tylko.
- Bo tak będzie dla Was najlepiej. Ale na razie nie mówcie nikomu. Jak będę gotowa… Jeśli będę miała wystarczająco dużo siły, pożegnam się. Jeśli nie… To możecie im wtedy powiedzieć, że na swój sposób kocham Was wszystkich. I że dziękuję za to, że mnie zaakceptowaliście. Za to, że byliście – wyszeptała i się rozpłakała.
Spojrzałem na Zayna. Na jego policzkach również można było zobaczyć mokre szlaki, zostawione przez perłowe kropelki. Kochaliśmy ją, a ona postanowiła odejść. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie mogliśmy nic z tym fantem zrobić. Zdecydowała, a nam zostawało się z tym jedynie pogodzić. 

********************************************************
Ojej, pisząc to płaczę. Czemu? Bo zbliżamy się  do końca. Jeszcze 5 albo 6 postów, epilog i koniec. Dlaczego? Ponieważ myślę, że macie mnie już dość, a ten blog nie zasługuje na spłycenie. Przepraszam. 
Ale... zobaczę, jak będziecie komentować, być może pojawi się druga część. Bo pomysł jest. Ale... nie wiem czy to ma sens. Ma?
Dziękuję, wszystkim, którzy komentują, jesteście wielcy. 
Pozdrawiam! xxx
+ Jak kto chce popisać, albo złożyć zażalenie, czy coś to macie moje gg: 13700054 ;p

15 komentarze:

Gabrielle pisze...

Ej Wiki poryczałam się przez Ciebie. Kolejny raz. Mamy Cię dość? Czy to ma sens? Głupia jesteś i tyle Ci powiem. Często mi bredzisz o jakimś braku talentu czy czymś, ale teraz to już przegięłaś. A może wy coś tam w tej Anglii palicie, czy coś, że potem wam takie głupie pomysły do łba przychodzą. Przepraszam, zdenerwowałam się. Za takie herezja jeszcze kilka wieków temu by Cię spalono na stosie jak Husa. No nieważne. Jakbyś jeszcze nie wiedziała to ten rozdział jest genialny, wspaniały i go kocham. Szczególnie fragment Lou, który to właśnie wywołał u mnie łzy. Mam ogromną nadzieję, że druga część się pojawi i będę Ci tak długo truła na GG, aż tak zdecydujesz. To nie może się tak skończyć. Nie zgadzam się, słyszysz? No proszę Cię, no Wiki. Ok, skończę biologię i będę marudziła na GG. A na razie czekam na następny (nie, właśnie, że nie napiszę buźki na koniec bo jestem zła i przygnębiona)

Wąsik :p pisze...

Dziewczyno to jest zarąbiste, tylko dlaczego sugerujesz, że dalsze pisanie nie ma sensu? Ma i to wielki, ty jesteś normalnie moim mistrzem :p Jeżeli to kończysz, to zacznij pisać nowe, bo to w 100% ma sens i nawet ręczę za siebie. Poza tym kocham to jak piszesz :) Twoje opowiadania są świetne :)
Dlaczego ona to robi, dlaczego ma zamiar odejść ? Ona nie może, jestem ciekawa dalszych losów. :)
+ zapraszam do siebie ;p

pam. ♥♥ pisze...

smutno trochę ; <<
szkoda, że Torie chce wyjechać.
myślę, że druga część tego opowiadania ma sens!!
bardzo chciałabym abyś jakoś dalej pociągnęła tą historię. ; ]]
czekam na next'a.
pozdrawiam. ♥

hoodie_ pisze...

Spokojnie,spokojnie, jeszcze aż 5 postów, cieszmy się tym, a nie płaczmy. Płakać bd potem.;)
Myślę, że druga część jak najbardziej ma sens, jeśli tylko ty czujesz się na siłach, to nie wahaj się.;) To co piszesz jest genialne, widać, że kochasz to robić.;)
Kwestia Louisa w dzisiejszym odcinku, dla mnie jest pełna kontrastów. jednej strony jest zabawna, a z drugiej smutna i pełna głębokich myśli.Mam tylko jedną prośbę. Możesz nie zabijać głównej bohaterki? Bo to tak wygląda, jakby ona się miała pożegnać przed odejściem. Na zawsze.;c
Niech nie wybiera żadnego z nich. Może sobie wziąć trzeciego; D
Pozdrawiam i czekam na następny.;)

Van pisze...

Myślę, że nie powinnaś kończyć, ja osobiście bardzo się zżyłam z ich losami, ale jeśli nie masz pomysłów to mimo, że będzie mi potwornie przykro jakoś to przeboleje :<
Ale pomyśl o tym żeby kontynuować. :)

Jeśli chodzi o rozdział mam nadzieje, że ona nie odejdzie. Trochę się skomplikowało z tymi miłościami, ale może ona powinna zostać na chwile sama i sobie to wszystko w spokoju przemyśleć, aby potem powrócić i wybrać Nialla albo Liama. Bez zranienia kogoś się nie obejdzie, ale chyba ranienie samej siebie też nie jest dobre.
Czekam na kolejny !

second-chance-to-life.blogspot.com --- zapraszam :)

n o h e o ♥ pisze...

Trochę czasu zajęło mi przeczytanie całego bloga, ale było warto. Masz mega duży talent i pięknie opisujesz te wszystkie sytuacje. Aż chcę się chce czytać. Po prostu bajecznie <3

Emma pisze...

Wszystko musi mieć sens, inaczej nasze życie byłoby do niczego. Rzeczywiście, myślę, że trochę pogubiłaś się jeśli chodzi o fabułę, ale ogólnie nie chcę, byś przestawała pisać. Błędy zawsze można naprawić, ale ten byłby niewybaczalny, gdybyś skończyła tego bloga. Może nie zawsze komentuje, bo ostatnio mam coraz mniej czasu, ale musisz wiedzieć, że szanuję cię jako pisarkę. I jako Directionerkę.

Keep writing, sweetheart <3

[only-one-direction.blogspot.com]
[playthesameoldgame.blogspot.com]

Vick pisze...

Źle się wyraziłam: ona nie umrze. Nie ma prawa umrzeć ;p Po prostu... odejdzie. Zresztą zobaczycie w tych kilku ostatnich postach. Bo pomysły mam, więc w sumie czemu nie kontynuować? Powiem tylko tyle: jeśli druga część się pojawi, to będzie w niej i ona i oni ;) Ale...zakończenie będzie dość.. smutne.

Anonimowy pisze...

ja też sie popłakałam .. nie wiem czemu . Szkoda że powoli kończysz to opowiadanie . Napisz drugą część ! ^.^
pozdooo . xx

asialove1D pisze...

Świetny rozdział:)
Nie kończ jeszcze opowiadania, bo fajne jest:)
Zapraszam do mnie
1dtutajjestmoje.blogspot.com

Alexa. pisze...

o jaaaa *__* cudowny <33 kocham twoje opowiadanie :) dobrze ze Torie juz sie obudzila , ale mam nadzieje ze wszystko sie uloży mniedzy nią a Niallem :) Zayn zachował się fajnie że z nią pogadał , pocieszył :D Weeez , wewnętrzne monologi Tomlinsona rządzą <3 hahah , nie no ale mam nadzieje że Torie nie opuści chłopaków . Czekam na nn :D

Anonimowy pisze...

bardzo fajny, ale troche smutny.
prosze, nie koncz!!
nie mam czasu pisac, ale pozdrawiam i zycze weny:***
jeszcze raz pozdrawiam Myszko!!

Zoe pisze...

Super. Mnie podoba się niesamowicie.
Nie mogę się doczekać dalszych losów bohaterów. Mam nadzieję ,że szybko dodasz następny rozdział. Bo chyba nie wytrzymam.
Genialny.

Zapraszam do mnie : http://lifeisprohibited.blogspot.com/ - historia o miłości i wampirach.

Domka pisze...

bardzo fajnie prowadzisz tego bloga :) bede tu czesciej wpadać :* zapraszam http://kolorovy-honey.blogspot.com/

klaudzia124 pisze...

Proszę nie kończ pisania masz wielki talent.
Chciałabym żebyś zaczęła pisać kontynuację tej opowieści.
To naprawdę świetna historia i zasługuje na część 2.
Czekam na następny <3

Prześlij komentarz

About Me

Moje zdjęcie
Vick
Kocham pisać. Pisząc, czuję się w jakiś sposób spełniona. Takie same odczucia towarzyszą mi gdy rysuję. Ogólnie to jestem realistką, jedynie tworząc potrafię oderwać się od szarej rzeczywistości. Zawsze twardo trzymam się swoich poglądów, nie lubię podporządkowywać się innym. Jestem trochę zwariowana, ale to chyba normalne u nastolatek. Gdy coś sobie postanowię nieustępliwe dążę do wyznaczonego celu, zamieniam cię w perfekcjonistkę. Moje motto: "życie nie nie polega na szukaniu, tylko na kreowaniu samego siebie". We wszystkim co robię trzymam się tej zasady, bo nikt za mnie życia nie przeżyje, a tyko ja wiem co jest dla mnie najlepsze.
Wyświetl mój pełny profil

Czytam i polecam!

Obsługiwane przez usługę Blogger.