niedziela, 29 kwietnia 2012

23. Przyjaciel


*Kilka godzin później*

~Liam~

Operują ją już trzecią godzinę. Nie wiem co robić, jestem tak cholernie bezsilny. Własna niemoc wypala mnie od środka niczym żrący kwas. Czas, który minął odkąd zobaczyłem Torie uderzającą o beton mogę śmiało nazwać najgorszym w moim życiu. To wszystko jest takie… nierzeczywiste. Wewnątrz czuję jakąś nieznośną pustkę, jakby ktoś razem z nadzieją, ze wszystko będzie dobrze wyrwał mi również serce.

Zrobiłbym wszystko, aby cofnąć czas. Co z tego, że wtedy nie znałbym dotyku jej, jakby stworzonych do całowania przez moje wargi, ust? Ważne, że byłaby cała i zdrowa. Nie dbam o to, że bałaby z Niallem, a ja na ich widok miałbym ochotę coś rozwalić. Liczy się tylko to, że byłaby bezpieczna i szczęśliwa. Kocham ją i chcę dla niej jak najlepiej. Skąd mogę mieć pewność, że to właśnie kochanie? Przedkładam jej dobro nad własne, a chyba o to chodzi w miłości, prawda? O altruizm. Egoistyczna miłość, to tak naprawdę nie jest miłość.
To jest takie dziwne uczucie: boję się utarty Torie choć ona nigdy nie była moja, Ale to w sumie nieważne, bo ja już zawsze będę należał do niej, Bez względu na wszystko.

Nie powinienem mówić jej, że ją kocham. Jeszcze przed wypadkiem nie żałowałem swojej decyzji, ale teraz wiem, ze to było błędem. Czasem przychodzi taki moment, w którym nagle zdajemy sobie sprawę, że może jednak nasz wybór nie był do końca właściwy. Ja uświadomiłem to sobie widząc bezwładne ciało Victorii potrącone przez samochód. Zacząłem żałować tego co zrobiłem, bo przez swój czyn mogę bezpowrotnie stracić szansę na ponowne zobaczenie jej uśmiechu. Boże, jak ja ją kocham. Nigdy nie przypuszczałem, że kiedykolwiek będę darzył kogokolwiek tak silnym głębokim uczuciem. No a teraz proszę, prawie doprowadziłem do śmierci ukochanej. Jeśli ona umrze nie będę miał po co żyć, moja egzystencja stanie się pusta i bezsensowna.

Po raz pierwszy w życiu przez głowę przemyka mi myśl o samobójstwie. Kiedyś nie rozumiałem samobójców, jeszcze niedawno uważałem, ze życie jest zbyt cenne, aby tak po prostu z niego rezygnować. Jednak teraz… myślę, że rozumiem tę część samobójców, którzy odbierają sobie życie po stracie ukochanej osoby. Ludzie, którzy nie znają miłości nie zdają sobie sprawy, że w ich życiu czegoś brakuje. Ci, którzy ją poznali cierpią, bo wiedzą, że ich szczęście odeszło bezpowrotnie. Zdają sobie sprawę, że ich śmiech już nigdy nie będzie do końca szczery, że ból już zawsze będzie zabarwiał ich rzeczywistość. Gdy tylko pomyślę, że już nigdy nie usłyszę jej melodyjnego głosu, ani zaraźliwego śmiechu, mam ochotę krzyczeć z rozpaczy. Mimo, ze Vick jeszcze żyje, to świadomość, iż w każdej chwili może umrzeć powoli mnie zabija. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mogę zrobić nic, aby pomóc jej przeżyć. Już nawet nie chodzi o to, ze to wszystko stało się przeze mnie. Chrzanić moje poczucie winy. Teraz liczy się tylko jej bezpieczeństwo. 

Boże, daj mi odwagę, by zmienić to co zmienić mogę i siłę, by pogodzić się z tym na co nie mam wpływu. Bo jestem zbyt wielkim tchórzem, by powiedzieć chłopakom prawdę, i zbyt bezsilnym człowiekiem, aby móc pogodzić się z własną bezradnością i z tym co zrobiłem. Jestem wręcz żałosny, nie zasługuję na Torie. Może dlatego wybrała Nialla?
Ale teraz to nie jest najważniejsze. Liczy się tylko to, aby przeżyła. Zaśmiałem się w duchu nagle pojmując ironię życia: zapominamy, że nasza egzystencja jest krucha i ulotna, zachowujemy się jakbyśmy byli nieśmiertelni, a potem przychodzi takie moment, w którym poznajemy wartość życia. Kiedy tak się dzieje? Gdy stajemy przed obliczem śmierci. Czy to nie jest zabawne? A może po prostu oszalałem? Tak, to bardzo prawdopodobne. Już nie poznaję samego siebie.

Wyrywam się z kich chaotycznych myśli i rozglądam po poczekalni przed salą operacyjną , w której jestem razem z chłopakami i mamą Victorii. Niall siedzi obok mnie i płacze. Już na pierwszy rzut oka widać, że strach o Torie wypełnia każdą komórkę jego ciała. On ją chyba naprawdę kocha. Wiecznie wesoły Harry, który nigdy nie może wytrzymać w jednym miejscu dłużej niż pięć minut teraz siedzi naprzeciwko nas wpatrzony w ścianę, całkowicie oderwany od rzeczywistości. Wygląda, jakby uleciała z niego cała chęć życia. Louis chodzi w tę i z powrotem po korytarzu pocieszając mamę Vick i co jakiś czas dopytują się pielęgniarek o przebieg operacji. Teraz to on jest Panem Odpowiedzialnym, ja nie mam siły na grę pozorów. Zayn stoi przed blokiem operacyjnym wypalając jedną paczkę papierosów za drugą; robi tak zawsze, kiedy jest zestresowany i musi odreagować. 

Atmosfera w poczekalni jej tak przepełniona cierpienie i bezradnością, że można by niemal ciąć ją nożem. Emocje przygniatały mnie swoją siłą, myśli kotłowały mi się w głowie niczym kule w bębnie totolotka. Chcą stąd uciec postanawiam dołączyć do Malika. Zresztą i tak muszę z kimś pogadać, a to zawsze z nim miałem najlepszy kontakt. 

Wyszedłem z bloku operacyjnego i stanąłem obok Zayna. Mulat nawet mnie nie zauważył, wpatrzony w przestań delektował się dymem nikotynowym wciąganym do płuc.
- To moja wina – wyrwał mi się, zanim zdążyłem pomyśleć.
Zayn drgnął i spojrzał w moją stronę. W jego oczach dostrzegłem cierpienie. Nic dziwnego, przecież był z nią bardzo blisko. Zaufała mu, stał się jej przyjacielem.
- Co jest twoja winą? – zapytał opanowanym głosem, podnosząc do góry brwi, w oznace zdziwienia. Muszę przyznać, że całkiem dobrze się trzymał.
- To przez mnie Victoria miała wypadek. Gdy poszliśmy do sklepu, w pewnym momencie zatonąłem w jej turkusowych oczach i… pocałowałem ją. Odepchnęła mnie i oznajmiła, że musimy o tym zapomnieć, bo kocha Nialla. Pomyślałem wtedy, że nie mam nic do stracenia i wyznałem jej, że się w niej zakochałem. Potem…uciekła mówiąc, że musi pomyśleć. Chciała przebiec przez ulicę i wtedy potrącił ją ten przeklęty samochód – wyrzuciłem z siebie i rozpłakałem się jak małe dziecko.
Na twarzy Zayna malowało się zdziwienie. Nie spodziewał się czegoś takiego. Widząc moje łzy otrząsnął się jednak z szoku i zaprowadził mnie do ławki, która stałą nieopodal.
- To nie twoja wina Liam – powiedział obejmują mnie i tym gestem próbując dodać mi otuchy. – Powinna wiedzieć. Jej reakcja świadczy tylko o tym, że Ty też nie jesteś jej obojętny. Zachowała się wyjątkowo lekkomyślnie wybiegając na ulicę, ale jest tylko człowiekiem, a ludzie popełniają błędy. To co się stało nie jest niczyją winą.
- Tak bardzo chciałbym cofnąć czas – wyznałem załamującym się głosem.
- Czasu nie da się ani cofnąć, ani przyspieszyć. Im szybciej się z tym pogodzimy, tym szybciej zaczniemy go lepiej wykorzystywać. Wiesz Liam… Czasem przychodzi burza, ale problemy są po to, żebyśmy byli w stanie docenić piękne chwile. Poza tum każda burza ma to do siebie, ze prędzej czy później przemija, a potem zawsze wychodzi słońce. A więc weź się w garść. Gdy Torie się ocknie będzie potrzebowała twojego wsparcia i zrozumienia jak niczego innego– powiedział Malik klepiąc mnie po plecach i znowu zaciągając się papierosem.
- Ja.. dziękuję. Cieszę się, że mam takiego przyjaciela jak Ty. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobił – powiedziałem wstając z ławki.
- Nie ma za co. Po to tu jestem, nie? – lekko się uśmiechnął, ale jego oczy nadal pozostały smutne. – Podczas gdy cierpiącemu fizycznie potrzebny jest lekarz, cierpiącemu psychicznie potrzebny jest przyjaciel. Zawsze tak było, jest i będzie. Ludzie mają to do siebie, że potrzebują drugiej osoby, aby uświadomić sobie niektóre rzeczy. Zresztą, to Ty zawsze wspierałeś mnie. Cieszę się, że mogłem Ci się chociaż trochę odwdzięczyć – powiedział. – Zawołaj mnie, jak operacja się skończy – poprosił i pogrążył się we własnych myślach.

A ja, pełen siły, którą wypełniała nadzieja, poszedłem pomóc Louisowi wszystko ogarnąć. Już nie płakałem. Wierzyłem w to, że wszystko będzie dobrze. 

********************************************************
CZYTASZ? KOMENTUJ!
Na wstępie chciałabym Was przeprosić: wiem, ze zawaliłam, bo rozdział miał pojawić się wcześniej. Próbując dotrzymać terminu napisałam coś co było... beznadziejne. Nie mogłam tego dodać. A wczoraj napisałam to co widnieje u góry, a z czego jestem naprawdę zadowolona. Mam nadzieję, że jakoś mi wybaczycie za to, ze tak późno, a treść Wam to wynagrodzi. 
Dziękuję Wam za komentarze, jesteście wspaniali! Wiem, że mogłoby ich być więcej, bo widzę, że dość licznie czytacie mojego bloga, ale nie narzekam. Cieszę się z tego co mam. 
Kiedy następny? Nie mam pojęcia. Jak mnie natchnie. Bo pisanie na siłę nie ma sensu.
Ach i jeszcze jedno: dedykacja dla Gabi! Gdyby nie Ty... nie wiem co bym zrobiła. Dziękuję! xxx
Pozdrawiam! xoxoxo

16 komentarze:

Vis pisze...

Mega smutny, ale bardzo fajny. Jednym słowem po prostu genialny. Troszkę to wszystko skomplikowałaś, ale mam nadzieję, że Torie wyjdzie na prostą. Żal mi trochę Niall, bo o niczym nie wie i Liam, bo zakochał się pechowo...

Gabrielle pisze...

No i właśnie na coś takiego czekałam. To jest wspaniałe, cudowne i aż jestem z Ciebie dumna ^.^ Oj, ja nic takiego nie zrobiłam, nie masz za co dziękować. Po prostu wczoraj Twoja wena Cię po części opuściła, co się zdarza najlepszym;) Ale na szczęście wróciła i to jest znowu genialne. Chyba nie muszę Ci przypominać, że z niecierpliwością czekam na następny, tym bardziej, że wiem co będzie dalej;) Ale masz rację, nic na siłę. Sama aż za dobrze się o tym przekonałam. Więc nie poganiam, tylko sobie codziennie tu wchodzę z nadzieją, że zobaczę nowy post ^.^

Alexa. pisze...

cudny ci wyszedl ten rozdzial ;) ciesze si ze Liam wzia sie w garsc z pomoca Zayna , mam wielka nadzieje ze Torie wyjdzie z tego . czekam nan nn i zycze natchnienia ;) ps : koham teledysk ktory wstawilas <3

Wąsik :p pisze...

On jest wspaniały, jeju no normalnie nie mam słów, dodatkowo ta piosenka dodaje taki nastrój :) Kocham to jak piszesz :* Mam nadzieję, że z Torie będzie wszystko dobrze :) Czekam na nowy :D
Zapraszam do siebie http://ihearthebeatmyheart.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

To jest za smutne :(
Nie możesz zabić Torie!
Nie możesz! Rozumiesz!
Proszę nie zabijaj jej :(
Czekam na następny <3

pam. ♥♥ pisze...

ale smutno ; ((
Liam jest taki kochany ♥
mam nadzieję, że Vick szybko wróci do zdrowia i wszystko będzie jak dawniej.
jestem też ciekawa jak dalej się to potoczy...
mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się w najlepszym czasie.
życzę jak najwięcej weny twórcze.
p.s. jeżeli masz ochotę zapraszam do mnie ; ))

Van pisze...

KOCHAM CIE! - musiałam
To co piszesz jest genialnie genialne :) Pewnie ci pisałam to tysiąc razy ale taka prawda, wszytkie uczucia są takie życiowe. Mimo że rozdział jest smutny to strasznie mi się podobał. Jest w nim wiele prawdy, a to co mówił na końcu Zayn mistrzostwo - własnie od tego są przyjaciele, choć szczerze powiedziawszy nie sądziłam że tak lajtowo zareaguje. Pewnie u Nialla już nie będzie tak spokojnie. Czekam na kolejny mam nadzieje, ze szyko się pojawi i ze Vick nic nie będzie.
Jestem też ciekawa co bedzie dalej z Liamem, nie widze go z nią, ale zobaczymy :)

Van pisze...

+ zapraszam na mojego nowego bloga :

second-chance-to-life.blogspot.com

Anonimowy pisze...

Zarąbisty rozdział, chociaż cholernie smutny.
Bardzo przepraszam, że nie komentowałam, ale nie miałam czasu.
Proszę, żebyż jak najszybciej dodała nowy rozdział:D
Życzę świetnej weny i powodzenia w prowadzeniu bloga:D
Pozdrawiam Słonka:***

Anonimowy pisze...

Dobrze że Liam się wygadał, potrzebował tego.Rozdział bardzo smutny ;/ Mam nadzieję że sytuacja Vick poprawi się w następnym na który czekam z niecierpliwością. Dziewczyna z http://historyofmylife.blog.onet.pl/

ℓιℓα pisze...

Niech Torie z tego wyjdzie! Smutno mi przez ciebie :(
Trochę nie fajnie, że Niall o niczym nie wie. Dobrze, że Liam się poprawił. Czekam na następny :D
Mam tyle do nadrobienia! Muszę jeszcze przeczytać twój drugi blog <3

Nika pisze...

Szkoda, że smutny ale życie nie jest kolorowe :) Tak więc rozdział jak zwykle cudowny i chodź miałam już ci tego nie mówić to nie umiem się powstrzymać <3 mam nadzieję, że u Torie wszystko się ułoży :]
^.^ Pozdrawiam
Nika :*;*
czekam na następny i zapraszam do siebie
http://dlaczego-to-takie-trudne.blogspot.com/
a
i jeszcze kiedy nowy rozdział na Everlasting Love ? ♥

Vick pisze...

Postaram się w weekend. Przepraszam, ze jeszcze nic dodałam, ale jestem beznadziejna i.. po prostu nie umiałam tego napisać. Ale myślę, że w ten weekend się uda ;)

Szczególnie niewidoczna . pisze...

Świetne ;*
Kiedy następny ?


http://wiem-ze-nie-dostane-nobla.blogspot.com/
Mam nadzieję, że wpadniesz :)

Dogonić marzenia .♥ pisze...

Świetne !
+wbijaj do mnie http://mojjedenkierunek.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

Uwielbiam to < 33

Prześlij komentarz

About Me

Moje zdjęcie
Vick
Kocham pisać. Pisząc, czuję się w jakiś sposób spełniona. Takie same odczucia towarzyszą mi gdy rysuję. Ogólnie to jestem realistką, jedynie tworząc potrafię oderwać się od szarej rzeczywistości. Zawsze twardo trzymam się swoich poglądów, nie lubię podporządkowywać się innym. Jestem trochę zwariowana, ale to chyba normalne u nastolatek. Gdy coś sobie postanowię nieustępliwe dążę do wyznaczonego celu, zamieniam cię w perfekcjonistkę. Moje motto: "życie nie nie polega na szukaniu, tylko na kreowaniu samego siebie". We wszystkim co robię trzymam się tej zasady, bo nikt za mnie życia nie przeżyje, a tyko ja wiem co jest dla mnie najlepsze.
Wyświetl mój pełny profil

Czytam i polecam!

Obsługiwane przez usługę Blogger.