sobota, 7 kwietnia 2012

19. Lou- pomysłowy Dobromir

~Torie~

Obudził mnie jakiś hałas. Otworzyłam oczy, żeby zlokalizować źródło dźwięku, który bezprawnie przerwał mój sen. Okazał się nim mój telefon. No tak, alarm. Czemu mój budzik nie potrafi przyjąć do wiadomości, że kocham moje łóżko, a jego wręcz nienawidzę? Ech, no nic, trzeba wstawać, bo dzisiaj szkoła.
Mimo iż spałam dobre dwanaście godzin oczy nadal same mi się zamykały. Do wstania bynajmniej nie zachęcała mnie perspektywa dwugodzinnej fizyki, która mam w poniedziałki. I to wcale nie chodziło o to, że nie lubię tego przedmiotu, bo go lubię (tak, wiem, jestem dziwna; peszek) tylko to, że siedzę na nim z Joe. Tak, coś czułam, że dzisiejsza fizyka da mi popalić. Nie dość, że moim nauczycielem jest jakiś niespełna półtorametrowy żydek, który myśli, że jest zabawny, a tak naprawdę wszystkich wkurza, to jeszcze obawiałam się spotkania z Joe. Z naszej dwuosobowej ławki nie było jak uciec. Chodzi mi przede wszystkim o to, że gdy zadzwoniłam do niego wczoraj, żeby się wytłumaczyć to zlał mnie mówiąc, że mam dać mu spokój i lecieć do swoich pedałków. Nie powiem, spodziewałam się czegoś takiego. Ale… to nie moja wina, że spotkałam Piotrka! Gdyby nie on na pewno spędziłabym wczorajszy wieczór z Joe. A tak to dupa blada, jest foch forever i jakoś wątpię w to, że uda mi się jakoś załagodzić tę sytuację. No cóż, za własne błędy trzeba płacić. Nawet jeśli wina nie do końca leży po mojej stronie.

Uciekając od nieprzyjemnych myśli szybko wstałam i wciągnęłam na siebie jakiś za duży czarny sweter, legginsy i moje czerwone conversy. Włosy jedynie przeczesałam palcami, bo gdybym je uczesała wyglądałabym jak pudel. Moje beznadziejne kłaki były strasznie gęste i do tego dość mocno falowane, a w zetknięciu ze szczotką przemieniały się w coś przypominającego lwią grzywę. Zostawiłam je rozpuszczone, nie mając siły aby próbować związać niesforne kosmyki w coś przyzwoitego. Musnęłam jeszcze rzęsy tuszem i poszłam do kuchni na śniadanie. 

Po skończonym posiłku chwyciłam torbę i ruszyłam do szkoły. Nie zakładałam nic na siebie, pogoda była naprawdę wspaniała jak na marzec. No cóż, stereotypy o angielskiej pogodzie wcale nie są prawdziwe. Dochodząc do szkoły zauważyłam Joe stojącego pod szkołą. No to się zaczyna.
***
Wracałam ze szkoły powłócząc nogami. Na całe szczęście jeszcze nikt nie wiedział o mojej zażyłości z One Direction, a ja nie miałam zamiaru się tym chwalić. Po co? Żeby czuć na sobie pełne zazdrości i nienawiści spojrzenia? Nie, dziękuje.
Joe też siedział cicho. Zresztą on udawał, że nie istnieję. Muszę przyznać, że niesamowicie mnie to bolało, ale co zrobić? Nie miałam zamiaru go ranić, nie zasłużyłam na niego. Może nadszedł czas, żeby po prostu się rozejść? Za dwa miesiące każdy z nas idzie w swoją stronę. Tak, już za dwa miesiące, bo dowiedziałam się dzisiaj, że nie chodzimy do szkoły do końca roku szkolnego, tylko do ostatnich egzaminów, które będą na początku maja. Fajnie, że mnie uprzedzili, nie? Skąd niby ja, polka, miałam o tym wiedzieć? Ech, nieważne.

Nagle poczułam w kieszeni wibracje telefonu. Uśmiechnęłam się do siebie. Pewnie Niall już nie może się doczekać, aż zawitam w ich „skromne” progi. Nie patrząc na wyświetlacz odebrałam.
- Cześć Wiktoria! To ja, Karolina – usłyszałam. Że co? Znałam tylko jedną Karolinę, która mogła do mnie dzwonić. Siostrę Michała.
- Hej. Co tam? – powiedziałam. Naprawdę ucieszyłam się z tego, że dzwoni. Zawsze miałyśmy dobry kontakt, może dlatego, że obie byłyśmy pozytywnie porąbane.
- U mnie w porządku. Spotkałabyś się ze mną dzisiaj? – jej pytanie lekko mnie zdziwiło.
- W sensie, że jak? Przecież ja mieszkam w Londynie, zapomniałaś?
- Tak się składa, że aktualnie też jestem w Londynie. Przyjechałam na tydzień z Michałem, muszę mu się pomóc jakoś ogarnąć w nowym miejscu. To jak, znajdziesz dla mnie czas? – spytała z nadzieją w głosie.
- No jasne! Tylko, że… wiesz ja już się na dzisiaj umówiłam z moim chłopakiem. Ale poczekaj chwilę, to zaraz do niego zadzwonię, przecież możemy się spotkać wszyscy razem. Oddzwonię do Ciebie, ok?
- No, dobra. Ale jak nie masz czasu to spoko, spędzę wieczór z miśkiem – zaśmiała się. Zawsze zadziwiało mnie to, że można mieć tak bliski kontakt z rodzeństwem. Karolina i Michał zawsze byli przyjaciółmi i świetnie się ze sobą bawili. Dziewczyna jest od niego o rok starsza, a mimo tego go nie olewa. Dziwne, ale prawdziwe.

W międzyczasie dotarłam do domu i rzuciłam się na łóżko. Zanim zadzwonię do Nialla muszę chwilę pomyśleć. Spotkać się z nią? Naprawdę się za nią stęskniłam, ale z drugiej strony to jest przecież siostra Michała. A co jak… a co jak zacznie temat? Jeśli mnie poprosi, żebym pomogła trochę jej miśkowi się zadomowić? Mam powiedzieć „sorry, ale nie”? A jak byśmy byli wszyscy razem, to na pewno padłyby pytania typu „kto to jest Michał?”. Bałam się, że moja słabość do Michała jest nadal wystarczająco duża, abym zgodziła się go wesprzeć. A zresztą, miałabym odmówić przyjaciółce? Sama nie wiem. Z tego na pewno nie wynikłoby nic dobrego.
Ale spotkam się z nią. Przecież nie oleję jej przez Michała, prawda? Nie pozwolę, żeby on w jakikolwiek sposób wpływał na moje decyzje. Już nie. Przecież się z niego wyleczyłam…prawda? Przecież mam Nialla!
Dobra, nieważne. Co ma być to będzie, jakoś sobie poradzę. Teraz tylko wystarczy zadzwonić do Nialla i spytać go, czy chłopacy nie mieliby ochoty spotkać się z moją przyjaciółką.

~Louis~

Siedziałem na łóżku Nialla i czekałem aż Irlandczyk wróci z kuchni, gdzie poszedł wiedziony pięknym zapachem. Pewnie Harry coś gotuje.
Nagle poczułem pod sobą dziwne wibracje. Po co Niallowi wibrator? Wstałem i spostrzegłem, że siedziałem na telefonie Nialla. No i wszystko jasne. Spojrzałem na wyświetlacz: Torie. Postanowiłem odebrać, bo mi się nudziło.
- Cześć kochanie – usłyszałem zaraz po naciśnięciu zielonej słuchawki.
- Hej skarbie. Nie wiedziałem, że używamy w stosunku do siebie spieszczeń, ale ja jestem jak najbardziej na tak – powiedziałem przez śmiech.
- O, to Ty Louis. Gdzie jest Horan? – zapytała lekko zawiedziona tym, że jej chłopak nie odebrał telefonu.
- Tak, ja też się cieszę, że Cię słyszę. Też strasznie tęskniłem. U mnie wszystko w porządku, a u Ciebie, słonko? – powiedziałem z sarkazmem. No sorry, ale mnie się nie zbywa, ani nie ignoruje. Jam jest Louis Tomlinson, a rękawica została właśnie rzucona. Nie przepuszczę jej tak łatwo tej zniewagi, która jest plamą na moim honorze.
- Przeprasza Lou, ale ja naprawdę mam do niego sprawę. Czy mógłbyś mi go podać do telefonu?
- Nie – odpowiedziałem krótko.
- Dlaczego? – zdziwiła się, a ja gorączkowo zastanawiałem się nad tym co by tu powiedzieć. Może powiedzieć, że wisi na żyrandolu i udaje samolot? Nie, nie uwierzy. Albo… że utopił się w basenie i jutro jest pogrzeb? To też nie jest raczej dobry pomysł, bo albo zrobi sobie krzywdę, albo zabije mnie za to, że powiedziałem jej coś takiego. Hm… co by tu… Mam! Czuję się normalnie jak pomysłowy Dobromir. Brakuje mi tylko święcącej żarówki nad głową.
- Zayn w akcie zemsty, za próbę pozbawienia go ucha postanowił porwać Nialla i przetrzymywać go jako zakładnika, aż nie stawisz się do pojedynku. Zamknął go w najwyższej komnacie, na najwyższej wieży, której drzwi strzeże osobiście. Jeśli jeszcze kiedykolwiek chcesz zobaczyć ukochanego żywego musisz go pokonać – powiedziałem w duchu gratulując sobie pomysłu. W sumie to zrobiłem z Nialla damę w opresji, ale on mi nawet do tej roli pasuje. – A dokonać tego bohaterskiego czynu musisz do północy. Aby to zrobić będzie Ci potrzeba cała odwaga i siła jaką dysponujesz, ponieważ Zayn nie odda Ci Nialla bez walki na śmierć i życie – dodałem.
- Louis, ćpałeś? – zapytała się dziewczyna, słychać było, że jest w lekkim szoku.
- Nie, a co?
- To Ty w pełni świadom opowiadasz takie bajki? Od teraz codziennie możesz do mnie wieczorem dzwonić i usypiać mnie jakąś opowieścią- oznajmiła. -  A teraz tak na serio, gdzie jest Niall?
- Poszedł coś zjeść – powiedziałem, niezadowolony z tego, że przejrzała moje niecne zamiary.
- Możesz mu przekazać, że dzwoniłam? I żeby jak najszybciej oddzwonił? Mam do niego sprawę. W sumie to się tyczy Was wszystkich.
- A o co chodzi? – zapytałem zaciekawiony.
- Moja przyjaciółka z Polski przyjechała na tydzień do Londynu. Chciałaby się ze mną dzisiaj spotkać, a ja już obiecałam Wam, iż do Was wpadnę, i tak sobie pomyślałam, że moglibyśmy się spotkać wszyscy razem. Co Ty na to? – spytała trochę niepewnie. – Ona jest naprawdę fajna – dodała.
- A jest taka ładna jak Ty? – wymsknęło mi się zanim zdążyłem zastanowić się nad własnymi słowami.
- Sam ocenisz – powiedziała lekko zawstydzona.
- No dobra, powiem mu. To na razie.
-Pa- pożegnała się.

Wstałem z łóżka Nialla i przeciągnąłem się. Coś strzyknęło mi w kręgosłupie. No stary, nie te lata. Chyba muszę zacząć ćwiczyć zanim całkiem zesztywniej, albo, co gorsza, zanim zamienię się w gumi-żelka.
Zszedłem schodami na dół i podążyłem do kuchni, gdzie zastałem jedynie Nialla. Jak zwykle coś jadł. Czy on ma dziurę w żołądku? Jeśli tak, to muszę mu powiedzieć, że doktor Lou chętnie zbada jego przypadłość i postara się coś na to zaradzić. Może zawiąże mu jelito na supełek? Albo przewiąże mu żołądek wstążką? Różową. W króliczki.

- No, chłopie – powiedziałem poklepując go po plecach. – Przykro mi, ale twoja dziewczyna dzwoniła, żeby mi powiedzieć, ze uciekła z tym chłopakiem z wczoraj na motorze. Kazał mi przekazać, że mamy o niej zapomnieć, bo już nigdy nie wróci – oznajmiłem na co blondyn wypluł wszystko co miał w ustach na stół.
- Że co?!
- To co usłyszałeś.
- Lou, ćpałeś coś? – zapytał blondyn.
- Czemu wszyscy podejrzewają mnie o to, że ćpam? – zdenerwowałem się. – Najpierw Victoria, teraz Ty. Ach, z Wami to nawet pożartować nie da! – powiedziałem i obrażony wymaszerowałem z kuchni.
Nie to nie, łaski bez. Jeszcze będą błagać na kolanach, żebym z nimi pożartował. Oni to się tylko na stypę nadają.

********************************************************
Hejka :D Dziękuję za komentarze, postaraliście się <3 
Powiem Wam, że perspektyw Lou miało tutaj nie być, ale ten rozdział był jakiś ciężki i rozbiłam go na dwie części. Druga część pojawi się w 20, zamiast niej wstawiam Wam coś od Louisa ;) Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Ja jestem zadowolona. 
Muszę Was ostrzec, że niedługo sielanka się skończy. Wiem, ze nie chcecie, żebym mieszała między Niallem, a Vick (ankieta), ale mam pomysł i niestety zamieszam. A poza tym Gabrielle ♥ przekonała mnie, że nie może być tak słodko, bo to nudne.
A więc: bójcie się! 
+Wesołych świąt!
Love xoxo
PS. Zapraszam na pierwszy rozdział na mojego drugiego bloga!  http://xeverlastinglovex.blogspot.co.uk/

9 komentarze:

Gabrielle pisze...

No i teraz Twoje czytelniczki się na mnie obrażą ;p No ale pech, wybaczcie dziewczyny ;) Oj wiesz, że kocham twój styl pisania... No pewnie, że wiesz bo ci to ciągle powtarzam ;) No to skoro moją opinie znasz to się nie rozpisuję i czekam na 20 ;)

vanpirek pisze...

Kocham jak ty piszesz z perspektywy Lou :33 no i why ? bylo tak pieknie.. no i ja tutaj 2 cz nie widze a nawet u cb w Angli jest 20 ! czekam :33

Pingwinek pisze...

czekalam , czekalam .. i sie doczekałam :) Świetny rozdział :* czekam na nastepny z niecierpliwościa XDDD wesołyh świąt życzę :D

Vick pisze...

W 20, a nie o 20 :D W sensie w następnym poście ;)

Van pisze...

Hahhahah xd Louis moim mistrzem <3 " Oni tylko się na stype nadają " xD i ta jego bajeczka ah kocham go ( no i ciebie bo twoje autorstwo)
Sielanka się skończy :< Troche szkoda, ale w sumie coś dziać się musi więc niecierpliwie czekam na kolejny i mam nadzieje, że potem znów wszytko wróci do normy, a i mam takie wrażenie, że ta Karolina namiesza, ale nie wiem czy dobrze myśle :)
Pozdrawiam i także życze wesołych świąt :)


van-ill-op.blogspot.com

Mika pisze...

hahaha, Louis i te jego żarciki. xD
Czekam w takim razie z niecierpliwością na spotkanie chłopaków z Karoliną i Michałem. :)
Pisz szybko następny!
<3

misiek pisze...

haha boimy się xD
czekam na nowy ;*

JBluvsBabycakes pisze...

Życie nie polega na szukaniu, tylko na kreowaniu samego siebie... Ty kreujesz świetnie postacie występujące w tym opowiadaniu. Kreujesz uczucia. Można by rzec, że nimi manipulujesz. Moim bohaterem jest Louis... Czasami mam wrażenie, że One Direction ma całkiem niezłego dilera, a potem dochodzę do wniosku, że Louis ma chyba osobnego, bo jego głupoty i odpałów nie da się zdefiniować. Tak, bardzo podobała mi się bajka, którą opowiedział Vick. Swoją drogą... Chciałabym zobaczyć, jak Niall pluje jedzeniem. Teraz zostaje mi czekać na 20.. Mam nadzieję, że zaspokoi moje potrzeby, tak jak reszta rozdziałów (;

isabelle pisze...

Suuper. Louis najleepszy . ahahaha .
czekam na następny .
Poozdro . xx , <3

Prześlij komentarz

About Me

Moje zdjęcie
Vick
Kocham pisać. Pisząc, czuję się w jakiś sposób spełniona. Takie same odczucia towarzyszą mi gdy rysuję. Ogólnie to jestem realistką, jedynie tworząc potrafię oderwać się od szarej rzeczywistości. Zawsze twardo trzymam się swoich poglądów, nie lubię podporządkowywać się innym. Jestem trochę zwariowana, ale to chyba normalne u nastolatek. Gdy coś sobie postanowię nieustępliwe dążę do wyznaczonego celu, zamieniam cię w perfekcjonistkę. Moje motto: "życie nie nie polega na szukaniu, tylko na kreowaniu samego siebie". We wszystkim co robię trzymam się tej zasady, bo nikt za mnie życia nie przeżyje, a tyko ja wiem co jest dla mnie najlepsze.
Wyświetl mój pełny profil

Czytam i polecam!

Obsługiwane przez usługę Blogger.