poniedziałek, 27 lutego 2012

9. Wszystko to, co sprawia mi ból.

Siedziałem z Louisem i Liamem w kuchni, kończąc śniadanie, a Niall poszedł zobaczyć czemu Victoria tak długo do nas nie wraca. Żałowałem, że nie ja wpadłem na ten pomysł. Nie lubiłem Nialla. Przeszkadzało mi w nim to, że Vick się przy nim otwiera. Nawet mi się to nie udawało, zwierzała mi się tylko kiedy chciała. Nie podobał mi się sposób w jaki na siebie patrzyli. Ale najbardziej wkurzało mnie to, że ona go kocha. Po prostu nie mogłem się z tym pogodzić. Bo ja ją kocham, bo ona jest centrum mojego wszechświata.
Postanowiłem wyznać jej swoje uczucia i trochę się o to posprzeczaliśmy, wiec postanowiłem dać jej trochę czasu na ochłonięcie. Widziałem, że tego potrzebuje. Wróciłem po dwóch dniach i co się okazało? Znalazła już sobie pocieszyciela. Nawet w moim najgorszych koszmarach nie przypuszczałem, że to wszystko tak się potoczy. Victoria była zamknięta w sobie, wydawało mi się więc niemożliwe to, że znajdzie sobie kogoś w tak krótkim czasie. No, a tu proszę, całe One Direction, w tym Niall, któremu w jakiś sposób udało zdobyć się jej serce. Victoria nie otwierała się przed każdym, trudno było namówić ją do zwierzeń, a Niall znalazł na to sposób w niecałą dobę. Prawie go nie znała, a darzyła go większym zaufaniem niż mnie. To nie było sprawiedliwe. Ja zrobiłbym dla niej wszystko, byłem przy niej zawsze kiedy mnie potrzebowała, a ona jednak wybrała jego. To bolało.
- Chodźcie do Nialla i Victorii, a nie tak tu siedzimy. Tam jest na pewno ciekawiej – powiedział Lou śmiesznie poruszając brwiami i wskazując nam w ten sposób dwuznaczność swojej wypowiedzi.
- No dobra – zgodził się Liam wstając i razem ruszyliśmy do pokoju, za którego drzwiami zniknęli nasi znajomi.
Gdy weszliśmy do pomieszczenia Louis coś krzyknął, ale nie zarejestrowałem słów, które wypowiedział. Nie docierały do mnie bodźce ze świata zewnętrznego, bo mój świat wewnętrzny właśnie się rozpadł. Czułem się jakby moje serce było ze szkła i teraz pękło. Nadal było w całości, ale nie było już takie jak dawniej i już nigdy nie miało być. Stało się tak, ponieważ zastaliśmy ich objętych, a na policzkach Torie dostrzegłem świeżo zaschnięte łzy. To był moment, w którym coś we mnie pękło, czułem się jakby ktoś roztrzaskał moje serce. To, że stali przytuleni nie zabolało mnie tak bardzo jak fakt, że to jemu zwierzyła się ze swojego problemu, że to jemu pozwoliła sobie pomóc. Jak tu przyszedł mogła go przecież odepchnąć i poprosić go żeby mnie zawołał, ale nie zrobiła tego. Nie chciała mojej pomocy, wolała jego. Nie mogłem pogodzić się z tym, że mu się zwierzyła, że pozwoliła mu sobie pomóc. Mi nigdy na to nie pozwalała. Zdarzało mi się widzieć jej łzy, ale w takich sytuacjach szybko je ocierała i udawała, że nic się nie stało. Gdy próbowałem naciskać, żeby powiedziała mi o co chodzi, odgradzała się ode mnie niewidzialnym murem i tak kończyły się nasze rozmowy. Każda taka sytuacja łamała mi serce, ale nie mogłem nic na to poradzić, nie potrafiłem przekonać jej żeby zmieniła swoją decyzję. Nie potrafiłem odnaleźć klucza, który otwierałby jej wnętrze, który pozwoliłby mi na wejście w jej głąb, który pozwoliłby mi na poznanie jej w całości, a nie tylko wybiórczo. Jedyną rzeczą, która mogłem robić było bycie przy niej i sprawianie, że zapominała o smutkach. W tym byłem niedościgniony. Tylko, że mi pozwalała przepędzać problemy, a Niallowi pozwalała się z nich uzdrowić. I to było dla mnie niesamowicie krzywdzące. Bo wiedziałem, że ja także potrafiłbym jej pomóc, wystarczyło tylko, żeby mi zaufała i otworzyła mi furtkę prowadzącą do jej duszy, którą zawsze zatrzaskiwała, gdy podchodziłem zbyt blisko. Furtkę, którą przed Niallem zostawiła szeroko otwartą.
- Kanapkaa!- wydarł się Louis i rzucił się na objętą para, która stała na środku pokoju. Dołączyłem do niego z Liamem, ponieważ nie chciałem, aby ktokolwiek zobaczył jak bardzo dotknęła mnie ta sytuacja. Miałem zamiar spróbować porozmawia o tym z Victorią kiedy będziemy sami. W międzyczasie zauważyłem jak Vick szybko ociera łzy i się śmieje. Tylko, że to nie był jej prawdziwy śmiech. Znałem brzmienie jej prawdziwego śmiechu, to on sprawił, że się w niej zakochałem i to on był dźwiękiem, dzięki któremu na mej twarzy zawsze pojawiał się uśmiech. Ten był wymuszony, nie miał w sobie ani odrobiny radości. Wyczytałem z niego, że Torie ma nam za złe, że przeszkodziliśmy jej i blondynowi. 
Chyba pierwszy raz ucieszyłem się z czegoś co ja zasmucało. Wiedziałem, że to nie jest dobre uczucie i że nie powinienem, ale nie mogłem powstrzymać przypływu nagłej nadziei.  Bo jeszcze nie straciłem swojej szansy i nie miałem zamiaru poddać się bez walki. Ona jest tego warta.

********************************************************

No hej. Szczerze? Jestem zadowolona z tego rozdziału, co jest bardzo dziwne. Wiem, że krótki i przepraszam za to, ale myślę, że tak jest dobrze. W komentarzach możecie mi pisać jak chcecie żeby się potoczyła akcja i z czyjej perspektywy mam pisać, a ja na pewno wezmę pod uwagę wasze zdanie.
Dziękuję za komentarze i zapraszam do dalszego komentowania. Ciąg dalszy najprawdopodobniej jutro, ale nic nie obiecuję.
+ Tak w ogóle to jestem w szoku patrząc na statyki bloga, bo mam wejścia z Belgi, z Niemiec, z Rosji, z USA, z Ukrainy, no i oczywiście z Polski i z Anglii. Szkoda tylko, że tak mało... ;c
Kisses xoxo

3 komentarze:

Van pisze...

Dobry jest opisuje bardzo dobrze uczucia :)
Ale czekam na ciąg dalszy :P


Ps. Mnie też zaskoczyło na moim blogu jak zobaczyłam, ze mam troche wjeść z Anglii, Włoch, Stanów Zjednoczonych i Niemiec.
I zapraszam do mnie :)

Vick pisze...

Z Anglii będziesz miała systematycznie, bo ja czytam twojego bloga :D

vanpirek pisze...

No trochę mi szkoda tego Joe, ale mimo wszystko o bardziej wolę aby była z Niallem :P o tak Niall jest idealny :3
Rozdział świetny :)

Prześlij komentarz

About Me

Moje zdjęcie
Vick
Kocham pisać. Pisząc, czuję się w jakiś sposób spełniona. Takie same odczucia towarzyszą mi gdy rysuję. Ogólnie to jestem realistką, jedynie tworząc potrafię oderwać się od szarej rzeczywistości. Zawsze twardo trzymam się swoich poglądów, nie lubię podporządkowywać się innym. Jestem trochę zwariowana, ale to chyba normalne u nastolatek. Gdy coś sobie postanowię nieustępliwe dążę do wyznaczonego celu, zamieniam cię w perfekcjonistkę. Moje motto: "życie nie nie polega na szukaniu, tylko na kreowaniu samego siebie". We wszystkim co robię trzymam się tej zasady, bo nikt za mnie życia nie przeżyje, a tyko ja wiem co jest dla mnie najlepsze.
Wyświetl mój pełny profil

Czytam i polecam!

Obsługiwane przez usługę Blogger.